zbfsop.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Dezubekizacja - drugie starcie

Trybunał Konstytucyjny wyznaczył kolejny termin na osądzenie ustawy dezubekizacyjnej. Czy jest szansa na wyrok? Nowa rozprawa w sprawie zmniejszenia emerytur byłym funkcjonariuszom "organów bezpieczeństwa państwa" PRL odbędzie się 24 lutego. Tydzień temu zdarzyła się rzecz bez precedensu w historii Trybunału: sędziowie - 14 - podzielili się równo na pół i nie dało się wydać wyroku. Trzeba więc było zamkniętą już rozprawę otworzyć na nowo. Ale sędziów w Trybunale jest 15, a na poprzedniej rozprawie zabrakło Mariana Grzybowskiego. Czy mógłby uczestniczyć w otwartej na nowo?

O jeden głos

Ustawa o Trybunale mówi, że w sprawach nią nieuregulowanych stosuje się "odpowiednio" zwykłą procedurę cywilną. A ta dopuszcza, by w trakcie procesu zmieniał się skład sądzący. Także były prezes Trybunału Jerzy Stępień uważa, że Grzybowski może być dokooptowany. - Nie nazywałbym nawet tego "dokooptowaniem". Sprawa jest sądzona w "pełnym składzie", a to znaczy w składzie od 9 do 15 sędziów. A więc każdy sędzia TK jest w "pełnym składzie". A skoro rozprawa jest na nowo otwarta - może stronom zadawać pytania - mówi. Podobnie uważa były sędzia Trybunału prof. Andrzej Mączyński. W sprawie dezubekizacyjnej trudniej niż w innych o kompromis. Ustawa jest tak skonstruowana, że Trybunał nie może wydać wyroku "naprawiającego": że jest konstytucyjna, pod warunkiem że rozumie się ją tak a tak. Trzeba orzec: zgodna z konstytucja lub nie.

Gdyby sprawę sądziła nieparzysta liczba sędziów - jakaś opcja musi zwyciężyć. Gdyby zaś sędzia Grzybowski dalej nie uczestniczył w rozprawie i nikt nie zmieniłby zdania - Trybunał mógłby odroczyć wydanie wyroku do marca. Na początku marca kończy się zaś kadencja sędziego Niemcewicza - i znowu skład byłby nieparzysty.

Równość kością w gardle Trybunału

Zarzutem, któremu na poprzedniej rozprawie sędziowie poświęcili bodaj najwięcej czasu, była kwestia równości: ustawa nie zrównuje emerytur tzw. esbeckich (czyli mundurowych w PRL) ze zwykłymi. W tych ostatnich do podstawy emerytury wlicza się bowiem za każdy rok składkowy 1,3 proc. zarobków za ostatnie dziesięć lat pracy. Tymczasem byłym funkcjonariuszom "organów" ustawa każe naliczać emeryturę według mnożnika 0,7 proc. za lata służby w PRL, czyli jak w tzw. okresach nieskładkowych. Część sędziów dowodziła, że choć jest to nierówność prawna, to jednak zmierza do osiągnięcia równości faktycznej. Bo przecież współczynnik 0,7 mnoży się przez wynagrodzenie, a funkcjonariusze mieli je wyższe, niż zwykli pracownicy. Więc średnia "esbecka" emerytura nawet po zmianie jest wyższa od średniej zwykłej. Niewykluczone, że na rozprawie w lutym zaprezentowane będą dane z organów emerytalnych potwierdzające to przypuszczenie.

Wtedy Trybunał mógłby orzec, że zasada równości została zachowana, skoro osiągnięto równość faktyczną, nawet z naruszeniem równości prawnej.

Tylko że miesiąc temu Trybunał w pełnym składzie zinterpretował zasadę równości odwrotnie. Orzekając konstytucyjność wliczania ocen z religii do średniej na świadectwie (od której zależy dalsza kariera szkolna ucznia), uznał, że takie rozwiązanie co prawda faktycznie uprzywilejowuje wyznawców religii rzymskokatolickiej, bo tylko oni spełniają kryteria pozwalające organizować ich Kościołowi lekcje religii w szkołach, ale prawnie równość jest zachowana, bo każde wyznanie po spełnieniu kryteriów (przynajmniej siedmioro uczniów danego wyznania w szkole) może organizować lekcje religii. - Trybunał jest sądem prawa, a nie rzeczywistości - usłyszeliśmy wtedy w uzasadnieniu wyroku. Wtedy więc nieważna była równość faktyczna, liczyła się tylko prawna.

Czy po miesiącu na potrzeby ustawy dezubekizacyjnej Trybunał może zmienić rozumienie zasady równości? Teoretycznie tak. Ale byłoby to zachowanie co najmniej dziwne.

Źródło: Gazeta Wyborcza Ewa Siedlecka 2010-01-21,